Recenzja serii „Zwiadowcy” Johna Flanagana
Seria książek Johna Flanagana opowiada o tytułowych Zwiadowcach, czyli organizacji specjalnej Araluenu, fikcyjnego, wzorowanego na średniowiecznej Anglii, państwa. Pierwsze części serii skupiają się głównie na Willu, uczniu legendarnego zwiadowcy Halta. Dzięki Willowi czytelnik jest w stanie poznać tajemnice tej mistycznej grupy. W późniejszych częściach rolę uczennicy przejmuje Maddie, która pozwala czytelnikowi przeżyć podobną historię jeszcze raz, tym razem z perspektywy nauczyciela.
Muszę przyznać, że w momencie pisania tej recenzji nie przeczytałam jeszcze wszystkich tomów serii, dlatego skupię się na częściach od pierwszej do czternastej. Recenzja nie obejmuje również żadnych spin-offów albo prequeli niebędących częścią głównej fabuły (serii „Zwiadowcy. Wczesne lata” oraz „Drużyna”).
Wrażenia ogólne
Mam bardzo dobre wspomnienia związane z tą serią. Nie jest ona idealna, ale dla dwunastoletniej dziewczyny fabuła była wciągająca. To właśnie ta seria ponownie zachęciła mnie do czytania książek. Bardzo podobał mi się świat przedstawiony, szczególnie w pierwszych częściach. Odpowiadała mi także niepewność, czy głównym bohaterom uda się wygrać oraz czy każdy wybrnie z problemów bez szwanku. Niestety, w późniejszych częściach fabuła robi się trochę przewidywalna. Po jakimś czasie autor chyba to zauważył, ponieważ od dwunastej części dodawane są różnego rodzaju urozmaicenia.
Halt
Nie byłabym sobą, gdybym w tej recenzji nie wspomniała o Halcie. Halt w pierwszych książkach jest markotnym, lekko gburowatym mentorem Willa i zdecydowanie moją ulubioną postacią w całej serii. Mężczyzna jest sarkastyczny, wie dużo o świecie przedstawionym i moim zdaniem jest jedną z najbardziej rozwiniętych postaci w całej sadze. Szczerze mówiąc, gdybym miała powiedzieć, co w tym starym marudzie jest tak urzekające, nie wiedziałabym jak odpowiedzieć. Jedno wiem na pewno: „Zwiadowcy” bez Halta to nie „Zwiadowcy”, więc cieszę się, że po zakończeniu jego drogi jako głównego bohatera, pojawia się on na przestrzeni dalszej historii jako postać poboczna.
Powtarzalność i deus ex machina
Pomimo tego, że mam z serią dobre wspomnienia, jest jedna rzecz, która bardzo mnie w niej irytuje, mianowicie powtarzalność fabuły. Pamiętam, że bardzo podobały mi się pierwsze trzy, cztery tomy dzieła, między innymi dlatego, że przytrzymywały w napięciu i każdy z nich miał inny schemat. Niestety, mniej więcej od piątej części teksty są praktycznie takie same. Schemat jest mniej więcej taki: główni bohaterowie mają problem, jadą na zwiady, wpadają na pomysł jak powstrzymać złego, ale zostają złapani (bądź po prostu nie udaje się im zrealizować planów), jednak potem albo pojawia się któraś z postaci, która wcześniej odłączyła się od grupy, albo po prostu przyjeżdża z odsieczą. Następnie odbywa się wielka bitwa, w której wojska bohaterów są jakieś pięć razy mniejsze i mniej uzbrojone od przeciwnika, ale i tak protagoniści wygrywają. W taki sposób opisałabym części od około piątej do około jedenastej.
Wydaje mi się, że powtarzalność fabuły czasem jest przydatna. Autor może opisać podobną historię jeszcze raz, tylko z innej perspektywy i z większym doświadczeniem życiowym, co może prowadzić do naprawdę ciekawych wątków. Jednakże, gdy połowa sagi wygląda w ten sposób, to zaczyna się robić monotonnie. Dodatkowo po jakimś czasie nie czuć żadnej ekscytacji nowymi przygodami, bo i tak każdy główny bohater wychodzi z nich cało.
Zdaję sobie sprawę z tego, że książki te skierowane są głównie do dzieci i młodzieży, stąd pewnie taka decyzja autora. Uważam jednak, że można było przynajmniej lekko zranić któregoś z bohaterów, nawet na chwilę, żeby było mniej przewidywalnie, ponieważ dla mnie przebrnięcie tych paru części było naprawdę nużące.
Jedenasta część i wielka ulga
Chciałabym w tej recenzji wspomnieć o części jedenastej „Zwiadowców”, gdyż jest to jedna z moich ulubionych (jeśli nie ulubiona) części serii. Łamie ona wszystkie reguły narzucone przez wcześniejsze tomy, a dokładniej nie opowiada jednej historii, tylko zawiera w sobie krótsze opowieści o różnych postaciach z uniwersum. Jest to przyjemna odskocznia od tego samego; i naprawdę dobrze się to czytało. Same opowieści przywracają kilka postaci, o których dawno nie słyszeliśmy i rozwijają ich wątki. Część ta nie jest monotonna, a historie zawarte w niej naprawdę są ciekawe.
Przełom
Po dwunastej części sprawa monotonii i niezniszczalności bohaterów ulega zmianie, gdyż autor jednak decyduje się na podjęcie ryzyka i wprowadzenie znaczącej zmiany względem dotychczasowych tomów.
Podobało mi się to, że dzięki zastosowanemu zabiegowi główny bohater zaczyna zachowywać się inaczej – musi pokonać pewną drogę oraz pogodzić się z tym, co się wydarzyło. Historia od razu robi się ciekawsza, a fabuła od początku trzyma czytelnika w napięciu.
Późniejsze ksiażki
Niestety, w późniejszych książkach powtarzalność wraca, ale nie aż tak jak to było we wcześniejszych częściach. Pojawia się Maddie, która odświeża tę starą historię. Dalej jednak widać, że seria zatacza koło. Wcześniej Will był uczniem, teraz jest nim Maddie. Postacie zmieniają swoje role, niektóre poboczne umierają ze starości, ale trzon opowieści pozostaje taki sam.
Podsumowanie
„Zwiadowcy” Johna Flanagana to seria dobra, aczkolwiek po jakimś czasie monotonna. Fanom fantastyki wszelakiej oraz młodszym czytelnikom zdecydowanie polecam zapoznanie się chociaż z pierwszą częścią. Jeśli ktoś jest zwolennikiem monotonii ze szczyptą zmian, to jest to zdecydowanie cykl dla niego.
Opis bibliograficzny książki:
Autor: John Flanagan
Tytuł: „Zwiadowcy”
Cykl: „Zwiadowcy”, tom 1-14
Wydawnictwo: Jaguar
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2004-2018
Więcej informacji:
„Zwiadowcy” – lubimyczytać.pl