Ding! Nowy sms!

Recenzja książki „I wanna text you up” Teagan Hunter

Romansidło, młodzieżówka – świat prawie mi obcy. Pracując w branży książek, musiałam posiedzieć przy tym tytule dobrych kilka godzin. Podczas tego czasu zdążyłam przeczytać większość utworu, więc postanowiłam doczytać resztę. W taki sposób rozpoczęłam moją podróż po tym zawirowanym świecie.

Ding!

Nie przepadam za romansidłami. Tym bardziej nie lubię, gdy jedyny gatunek książki to romans. Sądzę, że dobra historia miłosna powinna być zaszyta w skomplikowanej historii, będzie wówczas dodatkiem, wisienką na torcie. W momencie, gdy tylko na tym skupia się utwór, zwykle trzeba odnieść się do psychologii. A gdy tego zabraknie… mówi się o toksyczności. Z kolei o niej często ciężko się czyta.

Wydaje się, że romans to łatwy gatunek. Jednak, moim zdaniem, to jedna z najtrudniejszych kategorii do opisania. W końcu… wiele osób coś takiego przeżyło, doświadczyło. Jak więc napisać coś, co trafi do wielu? To już dobre pytanie.

Ding! Ding!

Ostatnio coraz częściej można spotkać się z wattpadówkami. Takie publikacje mają specyficzną formę, którą jestem już w stanie wyłapać. Ma to swój osobny klimat. Niekoniecznie jest to dobra sprawa…

Ponadto zauważam, że nowa forma książek często opiera się na wiadomościach sms. Jest to ciekawe, choć technicznie trudne do wykonania. Jako technik zwracam na to uwagę. Choć muszę przyznać – te wiadomości mnie zaintrygowały. A to już zaleta.

Nowa wiadomość!

Główna bohaterka najpierw wydała mi się pustą skorupą, ale – ku mojemu zaskoczeniu – im dalej, tym więcej charakteru ukazuje.

Jest dziewczyna, to ty nią jesteś. Wejdź w jej miejsce. Nie przepadam za takim zabiegiem. Czytam historię i nie potrzebuję tutaj self insert.

Chłopak z kolei jest problematycznym typem, ale za to jakim pociągającym. Obydwoje mają swoje za uszami, próbując grać ze sobą w gierki. Ostatecznie wpadają w sieci zastawione przez drugą osobę. I zakochują się w sobie.

Dlaczego mi nie odpisujesz?!

Przez większość fabuły ciągnie się wątek marnej komunikacji. Zakrywanie prawdy, odsuwanie się od problemu, mijanie się, brak szczerej rozmowy.

Nie lubię takich zagrywek. Zamiast sprawić, że wciągną mnie w lekturę, odpychają mnie. Odrzuca mnie taka postawa w realnym życiu, dlaczego więc mam w nią brnąć w fikcji?

Nie sądzę, że to dobre intrygi. Są pisane kosztem emocji i postaci. Choć muszę przyznać, znalazłam ich zastosowanie w swoim życiu.

Nowa wiadomość!

Sama w sobie historia nie przypadła mi do gustu. Jest pociągająca, fakt, ale pełna brzydkiej miłości. Do tego zakończenie wydaje mi się… na siłę wciśnięte. Kompletnie urwany jest wątek kłótni, postacie wskakują sobie w ramiona jakby nigdy nic. Nie pomaga fakt, że książka kończy się timeskipem – wydaje mi się dziwny, zadziwiająco nie w punkt. Sądzę, że niektóre wątki przerwane zostają tylko po to, by pokazać, że zła relacja też może mieć dobry koniec. A nie powinna.

Praca z tą książką była co najmniej ciekawa. Polubiłam formę sms – ciekawa zagrywka, rzucająca się w oko – i jednocześnie bardzo mi się ona nie podobała (jako technikowi). Nie sądzę, że „I wanna text you up” to dobry romans. Aczkolwiek, jeśli ktoś podchodzi do takich publikacji w odmienny sposób (na zasadzie: cieszę się, że nie przechodzę przez takie problemy, z jakimi borykają się bohaterzy powieści) – powodzenia. W innym przypadku tej książki bym nie poleciła.

Opis bibliograficzny książki:
Autor: Teagan Hunter
Tytuł: „I wanna text you up”

Seria: „Texting”, tom 2
Wydawnictwo: YaNa
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2025


Więcej informacji:
„I wanna text you up” – lubimyczytac.pl